70. Kamień pamięci z inskrypcją ku czci ofiar publicznej egzekucji, czworga członków Armii Krajowej, przeprowadzonej przez hitlerowców 17 XII 1942 na dziedzińcu zamku w Ciechanowie

Lokalizacja: dziedziniec zamku książąt mazowieckich w Ciechanowie, ul. Zamkowa

Odsłonięcie: 26 IX 1964 r.

Polny głaz narzutowy z granitu o średnicy ok. 150 cm i wysokości 100 cm, ułożony bezpośrednio na bruku dziedzińca pod zachodnią kurtyną, gdzie hitlerowcy ustawili szubienicę. Na licu kamienia nazwiska czworga żołnierzy AK powieszonych 17 grudnia 1942 roku w publicznej egzekucji.

Na terenie północnego Mazowsza w czasie okupacji hitlerowskiej miało miejsce wiele zbiorowych egzekucji przeprowadzanych przez oddziały Gestapo i niemiecką żandarmerię, wspieranymi przez oddziały Selbstschutzu, składającymi się z okolicznych kolonistów niemieckich, które powstawały już w 1939 roku i służyły Niemcom przez cały okres okupacji. Początkowo egzekucje miały charakter niejawny i typowo prewencyjny. Miały być sposobem na zastraszenie i sterroryzowanie mieszkańców polskich miast, sparaliżowanie wszelkich prób oporu wobec zarządzeń władz okupacyjnych. Od połowy 1940 roku zmieniono strategię i coraz częściej organizowano publiczne egzekucje z obowiązkowym uczestnictwem ludności. Rok 1942 roku zapisał się w pamięci mieszkańców północnego Mazowsza jako wyjątkowo tragiczny. Poza zagładą mazowieckich Żydów Niemcy zaplanowali szeroką akcję prewencyjną wymierzoną w członków ruchu oporu, a także wszystkich osób podejrzanych o sprzyjanie żołnierzom podziemnego państwa. W drugiej połowie roku przeprowadzono siedem publicznych egzekucji: 18 września 1942 r. w Płocku, Bodzanowie i Rościszewie oraz 17 grudnia w Ciechanowie, Mławie, Przasnyszu i Pułtusku.

W Płocku, na szubienicy ustawionej na placu synagogalnym (obecnie Plac Trzynastu Straconych) powieszono 13 osób, tyle samo w Bodzanowie powieszono na szubienicy zrobionej z drewnianego krzyża misyjnego ze zniszczonego kościoła w pobliskim Bulkowie, 14 osób zginęło na oczach bliskich w Rościszewie. Kolejny dramat rozegrał się po 3 miesiącach w wyznaczonych przez okupanta miastach północnego Mazowsza. 17 grudnia w Przasnyszu powieszono 5 członków miejscowego ruchu oporu. Tego samego dnia w na Nowym Rynku w Pułtusku zginęło 4 żołnierzy AK, podoficerów byłego 13. PP. Żołnierze podziemia zostali też straceni w Mławie. Skazańców prowadził do szubienicy wskazany przez Niemców jeden z sołtysów, zmuszonych do udziału w egzekucji. Czworo skazańców zdążyło jeszcze krzyknąć : „Niech żyje Polska”. Po egzekucji ciała straconych wystawiono na widok publiczny, a zdjęto dopiero wskutek interwencji jednego z oficerów Wehrmachtu i pogrzebano na terenie byłego getta mławskiego1. Sądy Doraźne utworzony na podstawie decyzji gauleitera E. Kocha orzekały wyłącznie wyroki śmierci. Próbowano za wszelką cenę zlikwidować polski ruch oporu i złamać wolę walki z Niemcami. Rejestr niemieckich zbrodni w l. 1939-1945 przedstawia się następująco:

*egzekucja dziewięciu mieszkańców gminy Ojrzeń i Młock na ciechanowskim cmentarzu 10 XI 1939 r.

*zbiorowy mord ok. 2.000 kalek, osób chorych i starców w lesie ościsłowskim 20 II 1940 r.

*egzekucja czworga członków AK na dziedzińcu ciechanowskiego zamku 17 grudnia 1942 r. W tym samym dniu odbyły się egzekucje w Mławie, Przasnyszu i Pułtusku – wszystkie na mocy wyroku Sądu Doraźnego z 4 XII 1942 w Działdowie.

*egzekucja w ciechanowskiej żwirowni 30 osób w dn. 3 VII 1944 r. jako akt zbiorowej odpowiedzialności za zastrzelenie niemieckiego ogrodnika

*rozstrzelanie 30 VII 1944 r. w obozie w Pomiechówku 10 żołnierzy AK i NSZ, byłych podoficerów 11. PUL, prowadzących działalność konspiracyjną w pow. ciechanowskim

*egzekucja więźniów ciechanowskiego Gestapo w nocy z 16/17 I 1945 r. na dziedzińcu ciechanowskiego ratusza2

Chyba najbardziej dramatyczny przebieg miała egzekucja na dziedzińcu ciechanowskiego zamku, podczas której powieszono czworo członków ciechanowskiego ruchu oporu: Tadeusza Jureckiego z Gruduska, Bolesława Nodzykowskiego z Pułtuska, Zenobię Jelińską z Przasnysza i Kazimierę Grzelak z Ciechanowa. Dziś haniebną egzekucję przypomina granitowy głaz. Po dokonanym mordzie nie pozostał żaden ślad, tylko ludzka pamięć niesłychanej, zaplanowanej z wyrachowaniem zbrodni. Jedna z mieszkanek Ciechanowa zmuszona obserwować egzekucję opowiadała o niej redaktorowi „Tygodnika Ciechanowskiego” podczas uroczystości rocznicowych w 2019 roku3.

– Koło południa (17 XII 1942 r. przyp. M.A.) niemieccy żołnierze urządzili łapankę i wyciągali ludzi ze sklepów na ulice. Wszystkich, których zatrzymali, pod lufami karabinów pędzili w stronę ciechanowskiego zamku. Mnie także zabrali ze sklepu. Początkowo, podobnie jak inni, nie wiedziałam, dlaczego to robią. Dopiero potem okazało się, ze tego dnia Niemcy zaplanowali publiczne powieszenie czwórki żołnierzy AK.(…) Stałam w tłumie zgonionych ludzi, a naprzeciw nas stali Niemcy z karabinami. Nigdy nie zapomnę tej chwili, bo, chyba tak jak większość zgromadzonych, myślałam, że zaraz zginę. Ale Niemcy nie mieli zamiaru nas zabijać. W pewnym momencie wybrali z tłumu jednego mężczyznę i kazali mu wyciągnąć stołki spod nóg przygotowanych do egzekucji skazańców, mających już nałożone na szuje pętle. Ale mężczyzna ten odmówił wykonania tego rozkazu, mówiąc, że swoich braci wieszać nie będzie. Wtedy Niemcy pobili go do nieprzytomności i zabrali na Gestapo. Później wywieźli go do obozu, gdzie zginął. (…) Następny Polak wyciągnięty z tłumu wykonał polecenie Niemców i wytrącił stołki spod nóg skazańców. Ludzie ci zginęli jak bohaterowie, zdążyli jeszcze dwukrotnie krzyknąć „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Do dziś słyszę ten ich krzyk. Co do mężczyzny , który wytrącił stołki spod nóg skazańców, nikt nie zarzucił mu zbrodni zabójstwa, nie wytoczono mu procesu, nikt go nie prześladował. Nie robił mu wyrzutów. Bo nikt, kto wtedy był na zamkowym dziedzińcu, nie miał do niego pretensji. Także dziś, żeby ocenić jego postepowanie, należy najpierw samemu sobie odpowiedzieć na pytanie: jak ja bym postąpił na jego miejscu?

Nieco inaczej zapamiętał ten dzień inny świadek egzekucji, pan Robert Bartołd, późniejszy redaktor i kronikarz Ciechanowa. Swoje wspomnienie opublikował w kwartalniku Pięć Rzek4.

Dzień był jak wiele dzisiejszych w grudniu, mglisty, nasiąkły wilgocią, mroczny i krótki. (…) Od rana chodzili po domach żandarmi i nakazywali stawienie się całej polskiej ludności Ciechanowa na godzinę 10 w oznaczonych punktach zbiórki. (…) zamykano domy, nie wiedząc czy się do nich wróci, brano dzieci, starców, chorych i tłumnie, posępnie ciągniono na wyznaczone dla dzielnic punkty. Tam już oczekujący żandarmi ustawiali napływających w czwórki, formując długą, ponurą, milczącą kolumnę, zwróconą twarzą w kierunku Rynku. Kiedy już przestały napływać nowe gromady, kiedy już cały polski Ciechanów stał w szyku marszowym, na dany znak przez stojącego na czele żandarma rozpoczął się pamiętny pochód z wszystkich jeszcze polskich dzielnic na Rynek, a tam dzielnice włączane kolejno w jedna kolumnę jak olbrzymi szary wąż pełzły powolnie w kierunku zamku. (…) Ciszę przerwał szczęk obcej mowy i zgrzyt otwieranej furty, wprowadzono skazańców, dwie kobiety i dwóch mężczyzn S…) szli spokojnie, choć wynędzniali, o twarzach ziemistych, noszących ślady tortur i katowań. Nie zdziwili się szubienicą, widocznie dla nich była już tylko kresem męki, była ukojeniem i początkiem spokoju. Esesmani wprowadzili ich śpiesznie na stoły stojące pod szubienicą, weszli jak kazano i stanęli pod pętlami. Płynęły tak godziny …jedna .. druga … trzecia … wciąż tak stano … aż zrozumiano.. tak chciał wróg udręczyć duszę ludu miasta. Gdzieś w tłumie dziecko zapłakało, gdzieś ktoś sapnął lub zaklął nerwowo, komuś łzy ciekły cicho po twarzy, ktoś śpiesznie się modlił i patrzał uparcie w plecy sąsiada. A skazańcy cicho stali i patrzyli na żywy Ciechanów, stali tak spokojnie, jak gdyby byli posagami polskiej biedy i krzywdy. (…) Zjawili się wreszcie szefowie gestapo, prokurator i ich świta. Ktoś przeczytał po niemiecku wyrok, ktoś drugi powtórzył treść łamana polszczyzną. Śmierć za dążenie do oderwania ciechanowskiej ziemi od Wielkiej rzeszy. Z pogardą słuchano zakłamanych słów wyroku, jakże podle małych wobec wielkiego milczenia skazańców i ogromu bólu obecnej w murach polskości. Po ostatnich słowach wyroku Jurecki podniósł dumnie głowę i zapatrzony gdzieś ponad mury zawołał z mocą; „Niech żyje Polska!”. Za nim skazańcy tuż, tuż przed śmiercią zdążyli powtórzyć: Niech żyje Polska!”. I zanim skotłowane przy stołach w nagłej gorliwości ponure prusactwo zdążyło wyrwać spod nóg oparcie, ożywione nagle mury naszego zamku gromko, przeciągle odpowiedziały skazańcom: „… żyjeee Polskaaa!”. Z tym echem murów w uszach zmarli Grzelakowa, Jurecki i dwoje innych, z tym echem murów wychodzili ciechanowianie z zamku, mocniejsi niż wchodzili, mocniejsi ni z wróg sobie życzył.

Pierwsza dyskusja o potrzebie i sposobie upamiętnienia egzekucji na ciechanowskim zamku odbyła się w środowisku TMZC w czerwcu 1957 roku, a więc krótko po ukonstytuowaniu się pierwszych władz Towarzystwa. Ustalono wówczas, że na miejscu egzekucji zostanie ustawiony duży kamień narzutowy z upamiętniającym to tragiczne wydarzenie napisem. Odpowiedni do tego celu głaz zlokalizowano na terenie Liceum Pedagogicznego w Ciechanowie5. Kwestia uzyskania zgody dyrekcji szkoły i władz miasta, a także przewiezienie głazu o wadze mniej więcej trzech ton, zajęło sporo czasu. Ostatecznie kamień znalazł się na dziedzińcu zamku w 1961 roku. W 1964 roku odbyła się uroczystość odsłonięcia kamienia, na którym wyryto nazwiska ofiar mordu. Dzięki żyjącym jeszcze świadkom wydarzenia udało się zrekonstruować przebieg wydarzeń.

Bohaterem tej straszliwej egzekucji, o czym nie wolno zapominać, był Roman Konwerski, który stracił życie w obozie koncentracyjnym w Mauthausen za odmowę wypełnienia roli kata w tej egzekucji. Kamień jest do dzisiaj symbolem wielu innych aktów terroru hitlerowskiego, które dokonywały się na dziedzińcu ciechanowskiego zamku na ludności polskiej, niezależnie od wyznawanej wiary. Tu odbywały się egzekucje, dokonywano selekcji uwięzionych, stąd wywożono więźniów do obozów zagłady i na przymusowe roboty do Rzeszy.

Sugestie bibliograficzne:

Marek Frankowski, Bracie, Polaka będziesz wieszał?, „Tygodnik Ciechanowski”, nr 31/1982; przedruk w „Mazowsze ciechanowskie – moja mała ojczyzna”, t. II, Ciechanowskie Towarzystwo Naukowe, Ciechanów 1997, s. 255-257

Bogumiła Umińska, Karty dziejów Ciechanowa 1939-1945, Muzeum Szlachty Mazowieckiej, Ciechanów 2009

 

1 Leszek Zygner, Śladami tragedii sprzed 75 lat, z cyklu „Mazowieckie impresje historyczne”, „Tygodnik Ciechanowski” nr 50/2017, s. 14

2 Bogumiła Umińska, Karty dziejów Ciechanowa 1939-1945, Muzeum Szlachty Mazowieckiej, Ciechanów 2009, s. 33-41

3 Wspomnienie Janiny Zembrzuskiej z d. Wiloch zanotował i opublikował red. „TC” Krzysztof Kowalski w relacji prasowej z uroczystości 76. rocznicy egzekucji – „Tygodnik Ciechanowski”, nr 1 z 1 stycznia 2019 r., s. 20

4 Robert Bartołd, Błyski człowieczeństwa, „5 Rzek” Nr 3/1959, s. 4-6

5 Protokół zarządu TMZC nr 3 z 28 VI 1957